Wpisy użytkownika Princess Mérida DunBroch z dnia 20 grudnia 2013

Liczba wpisów: 11

valuta
 
Jutro kolejny temat dnia! Będzie o filmie, który miał premierę 21 grudnia 1937 roku.
Odgadniecie co to za film? Tym razem dla osoby, która odgadnie, małe poleconko z wybraną postacią Disneya.


A tu obrazek z Kidą, która mówi w wielu językach, ale nie potrafi śpiewać xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

valuta
 
Przypominam o odpadance trochę niżej!

A tu macie panny Disneya, które rozświetlają sobie ciemność tym czym mogą ;D
 

valuta
 
Odpada Wiola z Iniemamocnych.
  • awatar DisneyFilmy: szkoda fajna była;(
  • awatar lOvcia: Nieżle wyrosła XD he heszki
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

valuta
 
Śpicie? Jakoś was tu mało dzisiaj...
Chcielibyście na rozgrzewkę przed świętami jakąś zagadkę albo losowanie nagród? Mogę też napisać dalszą część opowiadania.

No co byście chceli? Piszcie! Wszystko dla Was ;D

A tu macie Lilo w krainie czarów.
 

valuta
 
Tak więc jak chcieliście, oto ciąg dalszy opowiadania. Pierwsza historia opowiedziana przez Lady Rudę.

~~*~~

   Zimno metalowych kul rozprzestrzeniało się coraz szybciej po całym ciele dziewczyny poczynając od klatki piersiowej. Niewyobrażalny ból. Światło księżyca dyskretne oświetlało jej twarz, która mieniła się od łez i potu. Słyszała już tylko krzyki ludzi i szczekanie psów. To dziwne. Gdy wszystko dookoła staje się tak niewyraźne, sylwetki ludzi, domów, wszystko rozmywają łzy. Twait powoli zamknęła oczy dając życiu ulecieć z ciała.

   Dziewczyna obudziła się jak co dzień przed siódmą, była lekko oszołomiona przez nietypowy sen, cały czas czuła chłód pocisków na piersi, lecz nie przejmowała się tym zbytnio, któż chciałby ją zabić? Zwykła studentkę z małego miasteczka.
   Nigdy nie korzystała z budzików czy innych metod wspomagających budzenie, jakoś zawsze przychodziło jej to samo. Sturlała się z łóżka, podeszła do ogromnego okna i rozsunęła ciężkie purpurowe zasłony wpuszczając do pokoju świeże promienie słońca, które błyskawicznie rozproszyły się po wszystkich szklanych meblach porozstawianych po niewielkim pomieszczeniu. Słońce - znacznie cieplejsze od księżyca, przynosiło jej na myśl dużo przyjemniejsze rzeczy. Mimo to nadal myślała o ogromnym złowrogim niebie ze snu. Twait założyła puchate kapcie i wyszła na korytarz kierując się do łazienki. Ze spokojem i jeszcze nie do końca otworzonymi oczami spowitymi namiastkami pozostałego snu zbliżyła się do lustra, po czym odskoczyła od niego z przerażeniem, ponieważ nie ujrzała tam już swoich lekko pucatych policzków otulonych czarnymi włosami, lecz smukłą, lekko wydłużoną bladą twarz z niespotykanie skośnymi zielonymi jak trawa wczesną wiosną oczami. Uniosła rękę i dotknęła delikatnie szpiczastych, długich, odstających uszu, po czym szybko je puściła jak poparzona. Szybkim ruchem zsunęła srebrną gumkę rozpuszczając kucyk, a na jej ramiona opadły długie ognisto rude włosy. Wystraszyła się spoglądając za okno. Czyżby sen się jeszcze nie skończył? To dziwne, dotąd nigdy jeszcze nie przyśnił jej się własny dom, śniła o dalekich nieznanych krainach. Miejscach, których nigdy człowiek nie widział. Twait wyszła z łazienki i podeszła do trochę większego lustra przy drzwiach frontowych, lecz nic się nie zmieniło. Kobieta, którą widziała mierzyła około metra osiemdziesiąt, a to znacznie więcej od prawdziwej Twait i miała... skrzydła? Delikatne, przeźroczyste, niemal niewidoczne na pierwszy rzut oka. Poruszyły się niemal niezauważalnie.
   Świadomy sen? Fascynujące, to nie zdarzało się często. Dziewczyna czytała kiedyś kilka książek na ten temat. Nie miała zamiaru się szczypać, zatkała szybko nos, skoro śpi i tak może oddychać, w końcu jej fizyczne ciało oddychało. Po chwili szybko odsunęło dłoń. Nie... Nie zadziałało. Twait z każdą chwilą coraz bardziej się bała. Wiedziała, że coś jest nie tak.
   -Max? - zajrzała do pustej kuchni, gdzie na stole stał talerz ze świeżo przygotowaną jajecznicą, starszy brat zawsze przyrządzał jej śniadanie przed wyjściem do pracy – Dziwne.
   Spojrzała na elektroniczny zegarek wiszący nad kuchenką, na którym widniała 06:41. Zazwyczaj w snach zegary pokazywały zupełnie co innego, godziny nieistniejące lub nawet litery.  To nie mógł być sen, wszystko wydawał się zbyt realistyczne. Dziewczyna usiadła przy stole i zaczęła jeść. Dlaczego nic jej jeszcze nie zaatakowało? W kuchni nie czekali na nią terroryści, a za oknem chmury wysoko nad dachem świata? Tylko zwykła szara codzienność.
Skrzydła poruszały się raz po raz, dziwnie się z tym czuła. Po zjedzeniu wróciła przed lustro, nadal nie wierząc w to co widzi.
   -A może mi się tylko wydaje. Może nie śpię, tylko oczy płatają mi figle? Więc po prostu pójdę na uczelnie, a jeśli to sen, to może nawet poznam pytania jakie zada jutro profesor – założyła zielone obcasy, ironicznie podobne do reszty stroju, zabrała torbę i wyszła z domu.
   Ludzie na ulicach dziwnie się jej przyglądali. Natomiast oni wyglądali normalnie. Co jej podświadomość chciała jej przekazać? Gdyby naprawdę miała odegrać historie jakiejś wspaniałej wróżki znalazła by się w magicznym lesie, a nie w swoim rodzinnym miasteczku.
   Dzień zapowiadał się wspaniale, mimo nadzwyczajnej monotonii, ptaki śpiewał, słońce grzało miło po plecach, a na ulicach panowała błoga cisza i spokój, którą nagle zakłóciło szczekanie ogromnego psa. Podbiegł do niej ciągnąc za sobą niskiego policjanta. Twait odskoczyła z przerażeniem, a skrzydła zadygotały jak liście na drzewie od słabego podmuchu wiatru.
   -Niech mu pani wybaczy, chyba pomyślał, ze jest pani kosmitą – zaśmiał się młody mężczyzna drapiąc psa za uchem. Jednak zwierze ujadało dalej, dziewczyna szybko uniosła się kilka centymetrów nad ziemie gdy wilczur chciał ugryźć ją w nogę. Poczuła się tak swobodnie jak w każdym śnie. Delikatnie, jakby nic nie ważyła.
   -Co to?! - krzyknął drugi policjant podbiegając do nich – To kosmita! Łap ją! - to zabrzmiało już jak z prawdziwego snu. Twait uniosła się odrobinę wyżej i odleciała w kierunku wiatru chcąc obejrzeć całe miasto z góry. Śmiała się do siebie czując miły wiatr na twarzy. Czy to sen, czy też nie dziewczyna wolała korzystać z tej wolności, którą właśnie zyskała, niż siedzieć na kolejnym nudnym wykładzie. Ludzie z góry wyglądali jak małe mrówki, a ci którzy ją spostrzegli krzyczeli i wskazywali ją placami.
Szybowała tak chwilę nad miasteczkiem, aż w końcu wiatr pokierował ją w okolice pobliskiego lasu. Twait bardzo dobrze znała te okolice, w końcu mieszkała tu od urodzenia.

~~*~~

Koniec części pierwszej, jak się podoba?
 

valuta
 
No to tu coś dla osób, którym podobają się moje opowiadania: tak-zwane-nic.blogspot.com/

Przypominam o odpadance!